Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Photo Challenge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Photo Challenge. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 7

W ostatnim dniu wyzwania fotograficznego przyszło nam zmierzyć się z OSTATNIM PRZED ZAŚNIĘCIEM. Od lutego niewiele się u mnie zmieniło w tej kwestii, ale by nie prezentować po raz kolejny kremu do rąk, skupię się na przedostatniej rzeczy przed zaśnięciem :)


Ogarniam telefon. Obowiązkowym punktem wieczoru są życzenia dobrej nocy wymieniane z Mężczyzną. Koniecznie nastawienie budzika (lub jego wyłączenie, gdy nie mam zamiaru budzić kogutów..). Sprawdzenie, czy Pou nic nie chce i nie będzie chciał np. o 4 nad ranem ;p Czasem buszuję jeszcze po Instagramie i Twitterze. Czasem. Przeważnie odpływam już po ustawieniu budzika :D


sobota, 12 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 6

Bardzo dziękuję za komentarze pod poprzednim postem - Lolita jest specyficzną książką, kocha się ją lub nienawidzi. Moja mama jest szczerze zdziwiona, że tak często wracam do tej historii zboczeńca :)

Tematem dzisiejszego dnia wyzwania (uff, powoli docieramy do końca! ;p) jest B jak... 


B jak... biżuteria. Mam jej bardzo dużo, jest jednak kilka elementów, które noszę częściej, niż inne. Lubię srebro. Oksydowane też. Nie lubię złota (no, chyba, że białe, ale od czego jest srebro ;p). Jednak najczęściej obnoszę się w sztucznościach i własnych tworach, bo stres jaki wywołuje zgubienie srebrnego pierścionka nie daje spać po nocach!

piątek, 11 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 5

Co dziś za mną chodzi? Kuleczki kokosowe z chińskiej knajpy. Basen, tak, popływałabym sobie. I poszła na zakupy ciuchowe (pójdę później, ale po jadło i napitek..). Jest jeszcze jedna rzecz, która CHODZI ZA MNĄ od kilku tygodni. Lolita.


Odkąd pierwszy raz zabrałam się za lekturę tej książki, stała się ona towarzyszem moich podróży na Kaszuby, czasoumilaczem wakacyjnym. Czytam ją co roku. W tym jeszcze tego nie zrobiłam i ilekroć spojrzę na jej niebieską okładkę, dźga mnie w żebra poczucie winy. Lolito, obiecuję, przeczytam! :)


czwartek, 10 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 4

Dziękuję za Wasze komentarze pod poprzednim zdjęciem! Przybijam wirtualne high-five z każdym, komu to małe urządzenie sprawia tyle radości, co mi - choć dalej uważam, że papierowe wydania są najlepsze, to mój kręgosłup twierdzi, że Kindle jest jego bliskim przyjacielem. Podziękowania kieruję także w stronę Mężczyzny, w końcu to jego zabawka ;]

Dzisiejszym tematem zdjęcia jest: ŻÓŁTY. Za jakie grzechy, ja się pytam!? Tak, jak w kwietniowej edycji, gdy kolor ten też był na tapecie, tak i dziś miałam ogromny problem ze znalezieniem czegokolwiek w moim otoczeniu.. Także to, co poniżej macie uznać za żółty i już ;p




środa, 9 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 3

ULUBIONY GADŻET - długo nie mogłam się zdecydować, większość gadżetów, które mam, są w jakiś sposób usprawiedliwione, a nadane im funkcje sprawiają, że z gadżetów stały się palcami u mej prawej ręki ;p


Czytam właśnie Dziewczynę z sąsiedztwa Jack'a Ketchum'a - pomijając przedmowę Kinga, która jest cholernym spoilerem (kto ją w ogóle umieścił na początku książki!?), jestem pod ogromnym wrażeniem i już drugi raz wybiegałam w popłochu z tramwaju, bo tak się zaczytałam, że zapomniałam o całym świecie :)

wtorek, 8 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 2

Hasło na dziś? 2 RZECZY


Duet doskonały! Gdy kolano przypomina o sobie, dostaje kolorowe wsparcie :)


poniedziałek, 7 października 2013

WYZWANIE FOTO - Październik - Dzień 1

Stęskniłam się za tym wyzwaniem!
Październikową edycję rozpoczyna hasło: TWOJA SŁABOŚĆ. Nie wahałam się ani minuty nad interpretacją i wydaje mi się, że poniższe zdjęcie nie zdziwi nikogo ;p


Cześć, mam na imię Natalia, jestem woskoholiczką od grudnia 2012 roku.. 

niedziela, 14 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 7

Ostatniego dnia wyzwania tematem zdjęcia miało być: ULUBIONE W KWIETNIU
Upolowałam i ukochałam moje nowe buty do biegania. Lidl-power! Moje dotychczasowe towarzyszki zaliczyły dziurę, przez którą wdziera się śnieg i woda, więc bieganie w ostatnich miesiącach poszło w odstawkę. Teraz czekam na zakończenie buntu kolana i zasmarkanej aury, testując moje oczojebne Nike Revolution w domu. Jeszcze chwilka i ruszamy w dziewiczy bieg!


Serdecznie dziękuję wszystkim odwiedzającym i komentującym wyzwaniowe wpisy! Cieszy mnie każde miłe słowo zostawione pod zdjęciami i każdy nowy obserwator :)
W tym miesiącu starałam się nie tylko dobrze bawić, ale też robić zdjęcia, które cieszą moje oko - najlepsze w moim odczuciu to zdjęcia z dnia 4 i dnia 5 - jestem z nich nieskromnie dumna :p
Do zobaczenia w kolejnych wyzwaniach!


sobota, 13 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 6

Wczorajszy komplement niewątpliwie wzbudza emocje ;) Pracujące wokół mnie osoby popatrzyły w osłupieniu na nas, dopiero moja riposta,  że to chyba czas na wypranie mundurka wywołała śmiech wśród zgromadzonych. Mali pacjenci potrafią być uroczy! Chwile później rzucają się na ziemię i drą ile płuca dadzą i całe zauroczenie mija :)

A motywem wiodącym dzisiejszego dnia jest kolor ŻÓŁTY. Znów kolor, którego nie posiadam wiele w swoim otoczeniu. Na szczęście w pokoju rodziców stoi jeszcze kompozycja ułożona przez moją Mamę na Wielkanoc, więc barwione na żółto kłosy się znalazły i jakiś sztuczny żonkil się zaplątał :)




piątek, 12 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 5

Temat piątego dnia stanowił dla mnie największy problem. Jak ukazać bliskość na zdjęciu nie angażując w to ludzi? Może pokazać odległość dzielącą mnie od Mężczyzny - wkleić mapkę z googla? Nieee :) Blisko, blisko.. co może odzwierciedlać słowo BLISKO?

Moja interpretacja może być nieco naciągana, jednak żywcem nie wiedziałam, co uwiecznić na zdjęciu.. Nie chciałam też omijać dnia, wiec wklejam zdjęcie moich koralikowych bransoletek - każdy koralik musi być blisko pozostałych, by razem tworzyły spójną całość, często wzór i cieszyły oko swojej właścicielki.


Usłyszałam dziś cudowny komplement z ust pacjenta, lat 6: Lubię Pani zapach. Przypomina mi mojego ulubionego konia! o.O


czwartek, 11 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 4

Przy tworzeniu tego zdjęcia ubawiłam się po pachy!
Kontemplując listę tematów do wyzwania, postawiłam na pierwsze, prymitywne skojarzenie: ZIMNY? Lód jest zimny. Tak, zrobię makro kostek lodu w szklance. Jak wymyśliłam, tak też uczyniłam - poleciałam do kuchni, znalazłam fajną szklankę, wypucowałam ją z wszelkich zacieków i odbitych linii papilarnych, otwieram zamrażalnik, a tam nie ma lodu.. serio, ani jednej zabłąkanej kostki.. na moje szczęście ostał się koperek :3



Stała się zła rzecz. Ktoś postawił nowe słupki w miejsce starych, w poczcie czoła wykopanych przez okolicznych kolekcjonerów metali. Słupki te mają uniemożliwiać wjazd na trawnik (to akurat popieram - mieszkam blisko szkoły, która na weekend wynajmuje sale dla studentów weekendowych, a ponieważ parkują oni gorzej, niż stereotypowa kobieta z dwiema lewymi kończynami górnymi, to istniała obawa, że niedługo zaczną nam parkować w kuchniach i salonach.. Do tego matki odwożące swe pociechy z rana do przedszkola, żyjące w przekonaniu, że jak urodziły dziecko, to świat ma im się do stóp kłaniać, a zaparkowane samochody uskakiwać z drogi - nie rozumiejące, że jak na drodze mieści się tylko jeden pojazd, to trzeba ustąpić, szczególnie wyjeżdżającemu i prujące 100km/h trawnikiem właśnie).
Jest tylko jedno ale - brak tych drągów umożliwiał sprawne manewrowanie samochodem przy parkowaniu. Teraz oprócz pilnowania, czy jakiś puszczony wolno piesek/kotek/bachor/samochodzik elektryczny/rowerzysta/pieszy nie włazi mi pod koła, będę musiała przeciskać się na milimetry, by nie porysować lakieru.
Aż żałuję, że nie będzie mnie jutro rano w domu, pooglądałabym sobie zdziwione miny mamusiek ze słupami na masce :D


środa, 10 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 3

W trzecim dniu przyszło mi ujawnić, co taszczę W TORBIE swej :)
Zawartość na zdjęciu poniżej nie jest standardowym wyposażeniem - brakuje tu odzienia roboczego, cichobiegów szpitalnych i tony jedzenia. Bywają dni, gdy rezygnuję z dźwigania kalendarza, a czasem muszę zabrać dodatkową siatkę, bo się nie mieszę do kufra. Cytując klasyka: Halucynacja, hemoglobina, dwutlenek węgla, taka sytuacja.

 


wtorek, 9 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 2

Z tematem drugiego dnia poszło mi znacznie lepiej: GRA
Jeśli gra, to tylko Eurobusiness!


Jeśli kogoś korci, by urwać mi łeb, nie ważne za co, to dziś jest ten dzień, gdy dobrowolnie się nadstawiam.. :sick:
Natik - niekompetentna studenciara <3


Massive Attack - Paradise Circus

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

PHOTO CHALLENGE - April - Day 1

Zeszłotygodniowe przypomnienie sobie o posiadaniu aparatu fotograficznego i pojawienie się tematów na kwietniowe wyzwanie fotograficzne u Uli zaowocowało chętką na zdjęcia, którymi będę Was męczyć przez najbliższy tydzień.

Tematem pierwszego dnia zabawy jest: TWÓJ PROFIL
Mój profil? Dobry żart ;p Próbowałam kombinować z profilem na fejsie i innych serwisach społecznościowych, ostatecznie jednak podjęłam próbę zrobienia sobie zdjęcia z profilu. Efekty były na tyle traumatyczne, że postanowiłam oszczędzić Wam cierpień i pochwalić się półprofilem z głupawą miną :) Enjoy!




niedziela, 10 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 7

Chyba jako jedyna uczestniczka wyzwania z ulgą wypuszczę powietrze z płuc i wkleję ostatnie zdjęcie :) Tego typu zabawy dalej uważam za genialny pomysł i wróżę im coraz większą popularność. Jednak cieszę się, że to już koniec z jednego powodu: ilekroć sobie coś zaplanuje, życie, bliscy, mniej bliscy, próbują mi za wszelką cenę udowodnić, iż mogę sobie swoje plany wsadzić w czeluści końcowego odcinka przewodu pokarmowego. Nie lubię rezygnować z czegoś, co sprawia mi przyjemność, ale robić fotki na odwal się/byleby coś było nie bawi mnie, ba, kłóci się z sensem tej zabawy. Dziwię się, że komputer nie dokonał aktu elektronicznej apoptozy, aparat zechciał zrobić zdjęcie, a internet pojawiał się codziennie..
 

OSTATNIA RZECZ PRZED ZAŚNIĘCIEM


Wieczorami robię różne rzeczy - uczę się, czytam książki, gram w Simsy, medytuję przed szafą, życzę dobrej nocy Mężczyźnie lub bezceremonialnie padam ryjem w pościel i tracę kontakt ze światem. Jest jednak jedna czynność, która powtarza się zawsze, podobnie jak zgaszenie światła, które powinnam tu zaprezentować, ale wydało mi się to głupią interpretacją ;p Kremuję ręce - choć właściwsze byłoby stwierdzenie - topię ręce w kremie. 
Przy okazji tego product placement, którego Ziaja niestety nie sponsoruje (mogliby mnie zaopatrzyć w kozie mleko, nie odmówiłabym), wspomnę w kilku słowach o skuteczności wyżej widocznego specyfiku. Jak donosi rewers opakowania, krem ma regenerować skórę narażoną na detergenty, wrażliwą na zmiany temperatury, co brzmiało jak obietnica wyprowadzenia z głębokiego kryzysu nawet moich dłoni. Niestety tego nie robi, nawet wspomniane kozie mleko radzi sobie lepiej. Szkoda, ale szkoda też wyrzucić, więc teraz pełni rolę nocnego kremu.


sobota, 9 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 6

Spóźnione, na szybko, bez rozpisywania się.


PASKI




piątek, 8 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 5

W wyzwaniu na luty nie mogło zabraknąć miłości! Już za kilka dni Walę-w-tynki, na piedestał wyniesiemy św. Walentego, patrona chorych umysłowo i epileptyków :) By dołożyć swoje pięć groszy do potoku serduszek, napiszę dziś kilka słów o pewnym jegomościu, moim osobistym symbolu miłości. Nie takiej z 14 lutego (to data egzekucji św. Walentego) - takiej codziennej, conocnej.


MIŁOŚĆ


Poznajcie Misia Geja! Jest ze mną prawie od początku związku z Mężczyzną. Słodki prezent urodzinowy, który z czasem stał się integralną częścią naszej egzystencji :) Ma swoje zaszczytne miejsce na regale z książkami, skąd ma blisko do mojego łóżka, by strzec mnie przez obco-podobnymi kreaturami (nie czuję, że rymuję ;p). Zazwyczaj jednak bezczelnie donosi na mnie Mężczyźnie! Że chrapałam, że skopałam go z łóżka, że się nie uczę, tylko oglądam sufit.. No, ale jak nie wybaczyć kablowania tak uroczej gębie? :)


czwartek, 7 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 4

Po wczorajszych wątpliwościach co do tego, czy ptaszek był pomarańczowy, czy brązowy i na czym polega odbarwianie zdjęcia, postanowiłam ułatwić Wam odbiór kolorystyczny dzisiejszego zdjęcia, ograniczając się do skali szarości :) Jeśli dostrzegacie inne kolory, niż czarny, biały i kilka odcieni szarego, to: a) należy dostroić/naprawić monitor, b) udać się do okulisty.

Tematem czwartego dnia wyzwania fotograficznego jest: LUTY JEST... Sama Ula zinterpretowała go na zasadzie skojarzenia, choć wydawało mi się, że wielokropek wskazuje na to, że mamy dokończyć zdanie. Jak zwykle, pozostanę przy swoim :D


Luty jest...
* miesiącem zimowym - piszę to głównie z myślą o osobach, które zaskakuje padający śnieg, zdradzę Wam sekret: to jest normalne ;p
* dla mnie ciężkim miesiącem - sesja i cały cyrk z nią związany.
* za krótki - kto to widział mieć 28 dni (w porywach 29?), nie dość, że doba za krótka, wieczna niewyróbka czasowa, to jeszcze okazuje się, że po tygodniu lutego jest marzec :D
* równie fajny, co grudzień, styczeń i każdy inny miesiąc, gdy mogę jeździć na nartach. Za to, ewentualnie, mogę polubić luty!


środa, 6 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 3

Zgłaszając się do wyzwania sądziłam, że będzie fajnie i lajtowo. O ile pierwsza część moich życzeń się spełnia, tak lajtowo wcale nie jest ;p Kolejny dzień, kolejny temat do interpretacji i ja znowu nie wiem co przedstawić!


POMARAŃCZOWY 


Nie jestem fanką tego koloru, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu inspiracji znalazłam jedynie nożyczki, pudełka na CD z IKEA (schowane w szafce) oraz cienkopisy :D Także dzisiejsze odhaczenia na liście to-do czynię kolorem pomarańczowym!

wtorek, 5 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 2

Bardzo dziękuje Wam za wczorajszy odzew :) Nie dość, że muszelka przypadła Wam do gustu, to jeszcze ulżyło mi, że nie tylko ja czuję się dziwnie w sklepach z biżuterią.
Dziś przybywam dość późno - miałam intensywny i porąbany dzień - ze zdjęciem, którego nie potrafiłam zinterpretować (szybko mnie opuściła wena... już drugiego dnia ;p). Natchnęło mnie dopiero podczas..


ZABAWA


... biegania. 
Rano pisałam egzamin z socjologii niepełnosprawności i rehabilitacji (kto wymyśla nazwy tych przedmiotów?), gdzie tradycyjnie już było wesoło i baaardzo na temat. Następnie udałam się na zajęcia (tak, mam normalne zajęcia w takcie sesji..) z promocji zdrowia, gdzie spotkała mnie niezła przykrość. Zgłosiłyśmy się z koleżanką do przeprowadzenia zajęć z nordic-walking, robiąc z reszty grupy osoby po zawale serca - pomysł zaproponowany przez samą Prowadzącą, spodobały jej się nasze pomysły realizacji, zabrałyśmy się do pisania konspektu i było git. Do czasu. Nagle pozostałe osoby z grupy postanowiły nie mieć zajęć w terenie, bo zima i generalnie jakby ktoś miał przebywać na śniegu dłużej, niż 15min, to pewnie by umarł. W sumie argument nie był zły, zaproponowałam Prowadzącej, by te zajęcia skrócić do minimum, szkoda, by ktoś się rozchorował. Prowadząca postanowiła jednak zupełnie zrezygnować z formy praktycznej, prosząc nas o przygotowanie ok 5 min prezentacji, gdzie powiemy kilka słów o tym, co miałyśmy zrobić praktycznie..
Fajnie, nie wiem jak Wy, ale ja lubię wywalać swoją pracę do kosza (konspekt mogłam sobie wykorzystać, ale jako papier toaletowy w awaryjnej sytuacji).
Nieco już podirytowane przygotowałyśmy na dziś pogadankę, koleżanka zaczyna mówić o tym, czym ten cały nordic jest, po co, dla kogo, jakie korzyści itp. Potem ja próbuję skrótowo opisać technikę chodu (skrótowo, bo już każdy w grupie o nordicu wie wszystko), ale nie dane jest mi nawet dokończyć zdania, bo oto Prowadząca postanawia zacząć swoje show..

Nie będę tu psioczyć na Prowadzącą, od tego jest ankieta w usosie, swoje 1000 znaków wykorzystałam na maksa. Ujmę to tak: nie dane nam było powiedzieć tego, co przygotowałyśmy, Prowadząca wcinała się nam w zdania, pytała o kwestie, które miałyśmy poruszyć później, o czym poinformowana stwierdzała, że chce usłyszeć teraz (rozwalając tym samym spójność naszej prezentacji) albo zwracała uwagę, że jesteśmy na piątym roku, więc nie przystoi nam nie znać przeciwwskazań - nieważne, że wymieniłyśmy je 10 min wcześniej. Dawno nie poczułam się tak zmieszana z gównem. Stałyśmy przez godzinę jak ćwoki, bo na większość pytań nie odpowiadałam z prostej przyczyny - tak się we mnie gotowało, że miałam ochotę podejść i przybić jej high-five. in a face. with a chair. Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, by nie potrafić uszanować czyjeś pracy (i to podwójnej, bo pierwowzór poszedł się bujać), nie pozwolić osobom, którym udziela się głosu na skończenie zdania. Serio, jak się kiedyś złapiecie na podobnym zachowaniu, to strzelcie się ode mnie w pysk i opamiętajcie się. 

I najlepsze na koniec: cała ta praca miała być moim i koleżanki zaliczeniem. I oczywiście nie jest, podobnie jak reszta roku mamy pisać jakieś pracki. Czyli nie dość, że potraktowała nas jak ludzi gorszej kategorii, to jeszcze okłamała. Wyszłam tak wściekła z zajęć, że trzepało mnie jeszcze kilka godzin po. Stąd pomysł na bieganie, mimo dość niesprzyjających warunków atmosferycznych - pomyślałam, że jak się porządnie nie zmęczę, to ta mieszanka wściekłości, bezsilności i goryczy rozsadzi mnie i pół Ziemi przy okazji.

Czemu zatem fun? Ponieważ bieganie jest dla mnie ogromną przyjemnością, niezależnie od motywacji, jaka skłania mnie by ubrać buty i biec. Nie potrzebuje zrzucać kilogramów, trenować do maratonów, biegnę bo lubię. I dzisiejszego dnia była to dla mnie niezła zabawa :)