sobota, 10 października 2015

Reklamacja obuwia w CCC


Jedyny plus mojego obecnego stanu (nie) zdrowia to przyoszczędzone, kosztem aktywności fizycznej i towarzyskiej, godziny do zagospodarowania. Mogę poczytać książkę. Mogę pomalować paznokcie. Mogę usiąść przed kompem i napisać drugą w tym tygodniu notkę.

W sierpniu zeszłego roku kupiłam buty w CCC. Spodobały mi się uwiecznione na zdjęciach baleriny od Lasockiego, skóra, przecena - wzięłam. Dopisałabym, że wygodne, ale co się namęczyłam, by je rozchodzić, to moje ;p Pohasałam w nich kilka dni i zrobiło się za zimno, więc wylądowały w pudełku. Kilka miesięcy później, w marcu, ochoczo wróciłam do hasania, jednak moja radość nie trwała długo - odpadł jeden z elementów ozdobnych.


Nie wiedząc za bardzo co począć, zabrałam buty i dowód zakupu do salonu w Bonarce. Pani przyjmująca moją reklamację na wstępie uprzedziła, że elementy ozdobne nie podlegają reklamacji. Ale reklamacje przyjęła. Wnioskowałam weń o naprawę obuwia - nie zwrot pieniędzy, nie nową parę.

Po ustawowych dwóch tygodniach dostałam SMSa, bym pocałowała się w rzyć, bo me roszczenia są bezpodstawne. Miałam odebrać swe pantofle po uprzednim telefonie, czy aby powróciły już do salonu od rzeczoznawcy. Dzwonię, buty są, git, jadę (na pełnej ku*wie). W salonie okazuje się, że nie, nie ma moich butów, widać ktoś mnie wprowadził w błąd <3

Po tygodniu przepychanek buty doszły. Pani nr 2 ruszyła na magazyn i po jakiś 20 min cała w skowronkach lokuje przede mną pudło jakieś 3x większe od tego, w którym oddawałam swe trzewiki i oznajmia, że kozaki zostały naprawione. Nie wiem jaką musiałam mieć minę, więc uchyliła wieka, a tam beżowe, ażurowe kozaczki na szpilce. 

Gdy odzyskałam głos, poinformowałam panią nr 2, iż oddawałam baleriny i jeśli dobrze zrozumiałam zwrot pani roszczenia uznane zostały za niezasadne, chyba nie zostały naprawione. Pani nr 2 wczytała się głębiej w kartkę A4 z reklamacją i przyznała mi rację - coś tu nie gra. Kolejna niezwykle kompetentna osoba przydzieliła ten sam numer reklamacyjny dwóm parom obuwia. Po kolejnych 20 min oczekiwania pani nr 2 wróciła, już nie w skowronkach, ale burzy gradowej i zarzuciła mnie makulaturą z uzasadnieniami. Z pisma od rzeczoznawcy dowiedziałam się, co robiłam z obuwiem, że jest w takim stanie, w jakim jest i że to moja wina i mam się bujać. Wiecie już, że nienawidzę spóźnionych i kłamiących pacjentów. Jest jednak coś, co wku*wia mnie dużo mocniej - gdy ktoś mówi mi co myślę, co robiłam i wmawia czyny lub sytuacje, których autorką nie byłam. Teraz, gdy patrzę na to pismo, zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz - jakim cudem rzeczoznawca otrzymał moje buty (ponoć w Warszawie przesiaduje, stamtąd też wracały zawsze moje buty) i ocenił już na drugi dzień po złożeniu reklamacji? 

Wychodząc z salonu spytałam tylko, ile mam czasu na odwołanie się. Dwa tygodnie, ale szkoda zachodu, uszkodzeń mechanicznych się nie reklamuje, nic to pani nie da. Wtedy mnie wkurzyła ta odpowiedź, ale z perspektywy czasu mogę już powiedzieć, że pani nr 2 była dla mnie najmilsza z całej tej ekipy.

W tym czasie byłam już po lekturze połowy internetu w temacie reklamacji obuwia z CCC. Wiedziałam, że pisanie odwołania skończy się jedynie kolejnym rozstaniem z balerinami i zmarnowaniem kolejnego drzewa na tonę makulatury. Zaczęłam podpytywać szewców i panie w pasmanteriach, czy może coś podobnego mają, przykleję sobie na kropelce... i wtedy mnie natchnęło!

Wysmarowałam maila do Federacji Konsumentów (KLIK) z opisem mojej sytuacji, zdjęciami butów i korespondencji z CCC. Jeszcze tego samego dnia wparowałam do Bonarki i wysmarowałam na kolanie odwołanie. Próbowałam być kulturalna w mych wywodach, ale wiecie jak jest w afekcie :)
Poinformowałam rzeczoznawcę, iż nie zahaczyłam nigdzie butem, więc uszkodzenie nie jest natury mechanicznej, a sądzę, iż klej mają wujowy i po prostu puścił :)

Wróciłam do domu i zaczęłam odliczać 14 dni. Gdy po 17-stu dalej nie było odzewu od CCC, chodziłam z większym bananem, niż mi się na twarzy mieści. Jeśli nie ustosunkują się w przeciągu tych dwóch tygodni, muszą uznać Twoją reklamację i tyle. W końcu przyszedł SMS, czytałam go kilka razy, nim dotarło do mnie, że mi te buty naprawią!

W czerwcu w końcu odebrałam moje baleriny. Dostałam też zwrot 20% ich wartości oraz bon na zakup kolejnej pary w CCC (phi, teraz to wy całujcie mnie w rzyć!). Zastanawiał mnie ten obrót spraw, nie posądzałabym mego jadowitego odwołania o taką moc sprawczą ;p Odpowiedź przyniosła lektura kolejnej tony makulatury (dostałam reklamówkę gratis, bo się te papiery w pudełku nie mieściły..) - otóż interweniowała wyżej wspomniana Federacja (choć do mnie nie odezwali się wcale!), sugerując takie właśnie zażegnanie konfliktu, jakiego doświadczyłam. 

Dlaczego o tym piszę?
Obok mnie stała matka dwóch dziewczynek, wykłócając się z inną ekspedientką o reklamacje i jakieś 10 odwołań, wszystko odrzucone. Kiedyś ta kobieta sobie odpuści. Będzie miała dość stresu, chamskich odzywek personelu, ciągania dzieci po galerii kilka razy w tygodniu itd. Ktoś inny odpuści już po pierwszym odrzuceniu jego roszczeń. A jeszcze inna osoba uzna, że szkoda zachodu i walk z CCC o buty za 50 zł. Tymczasem z nimi da się wygrać i do tego gorąco namawiam. Grzebiąc po necie znalazłam stosunkowo krótką drogę, dzieląc się nią mam nadzieje, że ktoś kiedyś będzie mógł paradować z podobnym bananem na twarzy, co ja, gdy odzyskałam swoje cichobiegi.

Cały proces ciągnął się od marca do czerwca. Jak się domyślacie, nie miałam za bardzo w czym chodzić, co jeszcze podsycało mój gniew. Dodatkowo zaskoczyła mnie postawa pracowników CCC Bonarka. Rozumiem, że firma ma jakąś popapraną politykę odrzucania każdej reklamacji z powodu bo tak, ale dlaczego automatycznie wiąże się to z mało kulturalnym stosunkiem pracowników do klienta? Składając reklamację byłam neutralnie nastawiona, choć pani przekonywała, że zajmuję tylko swój i jej czas, bo i tak nic z tego nie będzie. Przy składaniu odwołania i odbieraniu naprawionego obuwa panie wręcz warczały na mnie i rzucały kartkami tu podpis, czytelnie!!!, jakbym im urlop odebrała na najbliższe dwa lata. Co zabawne, gdy buty w końcu zostały wysłane do fabryki Lasockiego, ci bez mrugnięcia uznali moją reklamacje i dokleili brakujący element. Dało się bez szopki? Dało.

I na koniec pytanie - gdzie kupujecie buty? :D Przyzwyczajona, że w CCC zawsze coś się znajdzie, właściwie nie odwiedzałam innych sklepów obuwniczych. Nie wiem, gdzie warto inwestować, które lepiej omijać. Wszelkie dobre rady na wagę złota!

N.

8 komentarzy:

  1. Buty w Deichmanie, jak do tej pory wszystkie reklamacje od ręki uznane, nowe buty na wymianę albo zwrot gotówki jak nie ma takich na półce. Dużo zależy od polityki firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć, mam z tego sklepu tylko jedne cichobiegi, ale jak na razie nic im nie dolega.

      Usuń
  2. O widzisz, jednak da się z nimi wygrać. Na przyszłość będę o tym pamiętać :)

    Buty kupuję w różnych sklepach, wszystko zależy od tego gdzie znajdę odpowiednią parę :D W CCC jeszcze nie reklamowałam, ale w Deichmannie nie było z tym problemów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie z tym dopasowaniem jest największy problem, a CCC miewa buty dla kobiet o dziecięcych stopach :)

      Usuń
  3. Co post, gdzie się nie pojawisz to masz wielkie ALE do świata. Do tego ALE dochodzi ogromny brak kultury i szacunki dla innych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. CCC omijam, bo wszystkie buty mnie potwornie gniotą... :/ czy to za 49 czy za 149 czy nawet baleriny za 199! Jakbym wsadziła stopę w imadło, no way... a za 200zł to widziałam rewelacyjne baleriny w Venezii, na wyprzedaży :P
    Fajne buty bywają w Humaniku, ale najczęściej kupuję na Kozłówku, niedaleko Wielickiej - kozaki za 30zł trzymały się dwa sezony (jesień-wiosna) ! Teraz kupiłam baleriny za 20 i sandały za 20, fajne i wygodne :)
    A buty sportowe mam ekhm.. u siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, Humanic! Miałam baleriny i kilka sezonów posłużyły. Niedawno kupiłam botki w Kuligu - zobaczymy jak będzie, na razie trudne początki, ale to jak z każdym obuwiem :)

      Usuń