wtorek, 5 lutego 2013

PHOTO CHALLENGE - February - Day 2

Bardzo dziękuje Wam za wczorajszy odzew :) Nie dość, że muszelka przypadła Wam do gustu, to jeszcze ulżyło mi, że nie tylko ja czuję się dziwnie w sklepach z biżuterią.
Dziś przybywam dość późno - miałam intensywny i porąbany dzień - ze zdjęciem, którego nie potrafiłam zinterpretować (szybko mnie opuściła wena... już drugiego dnia ;p). Natchnęło mnie dopiero podczas..


ZABAWA


... biegania. 
Rano pisałam egzamin z socjologii niepełnosprawności i rehabilitacji (kto wymyśla nazwy tych przedmiotów?), gdzie tradycyjnie już było wesoło i baaardzo na temat. Następnie udałam się na zajęcia (tak, mam normalne zajęcia w takcie sesji..) z promocji zdrowia, gdzie spotkała mnie niezła przykrość. Zgłosiłyśmy się z koleżanką do przeprowadzenia zajęć z nordic-walking, robiąc z reszty grupy osoby po zawale serca - pomysł zaproponowany przez samą Prowadzącą, spodobały jej się nasze pomysły realizacji, zabrałyśmy się do pisania konspektu i było git. Do czasu. Nagle pozostałe osoby z grupy postanowiły nie mieć zajęć w terenie, bo zima i generalnie jakby ktoś miał przebywać na śniegu dłużej, niż 15min, to pewnie by umarł. W sumie argument nie był zły, zaproponowałam Prowadzącej, by te zajęcia skrócić do minimum, szkoda, by ktoś się rozchorował. Prowadząca postanowiła jednak zupełnie zrezygnować z formy praktycznej, prosząc nas o przygotowanie ok 5 min prezentacji, gdzie powiemy kilka słów o tym, co miałyśmy zrobić praktycznie..
Fajnie, nie wiem jak Wy, ale ja lubię wywalać swoją pracę do kosza (konspekt mogłam sobie wykorzystać, ale jako papier toaletowy w awaryjnej sytuacji).
Nieco już podirytowane przygotowałyśmy na dziś pogadankę, koleżanka zaczyna mówić o tym, czym ten cały nordic jest, po co, dla kogo, jakie korzyści itp. Potem ja próbuję skrótowo opisać technikę chodu (skrótowo, bo już każdy w grupie o nordicu wie wszystko), ale nie dane jest mi nawet dokończyć zdania, bo oto Prowadząca postanawia zacząć swoje show..

Nie będę tu psioczyć na Prowadzącą, od tego jest ankieta w usosie, swoje 1000 znaków wykorzystałam na maksa. Ujmę to tak: nie dane nam było powiedzieć tego, co przygotowałyśmy, Prowadząca wcinała się nam w zdania, pytała o kwestie, które miałyśmy poruszyć później, o czym poinformowana stwierdzała, że chce usłyszeć teraz (rozwalając tym samym spójność naszej prezentacji) albo zwracała uwagę, że jesteśmy na piątym roku, więc nie przystoi nam nie znać przeciwwskazań - nieważne, że wymieniłyśmy je 10 min wcześniej. Dawno nie poczułam się tak zmieszana z gównem. Stałyśmy przez godzinę jak ćwoki, bo na większość pytań nie odpowiadałam z prostej przyczyny - tak się we mnie gotowało, że miałam ochotę podejść i przybić jej high-five. in a face. with a chair. Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, by nie potrafić uszanować czyjeś pracy (i to podwójnej, bo pierwowzór poszedł się bujać), nie pozwolić osobom, którym udziela się głosu na skończenie zdania. Serio, jak się kiedyś złapiecie na podobnym zachowaniu, to strzelcie się ode mnie w pysk i opamiętajcie się. 

I najlepsze na koniec: cała ta praca miała być moim i koleżanki zaliczeniem. I oczywiście nie jest, podobnie jak reszta roku mamy pisać jakieś pracki. Czyli nie dość, że potraktowała nas jak ludzi gorszej kategorii, to jeszcze okłamała. Wyszłam tak wściekła z zajęć, że trzepało mnie jeszcze kilka godzin po. Stąd pomysł na bieganie, mimo dość niesprzyjających warunków atmosferycznych - pomyślałam, że jak się porządnie nie zmęczę, to ta mieszanka wściekłości, bezsilności i goryczy rozsadzi mnie i pół Ziemi przy okazji.

Czemu zatem fun? Ponieważ bieganie jest dla mnie ogromną przyjemnością, niezależnie od motywacji, jaka skłania mnie by ubrać buty i biec. Nie potrzebuje zrzucać kilogramów, trenować do maratonów, biegnę bo lubię. I dzisiejszego dnia była to dla mnie niezła zabawa :)


5 komentarzy:

  1. Kurczę, współczuję ci takiej prowadzącej. Ale ważne, że znalazłaś sobie sposób na rozładowanie emocji! Wszystkego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była ostatnia deska ratunku :D

      Usuń
  2. Biegać ja też lubię =) świetny sposób na wyładowanie tego czy owego! a załadowanie ciała w to co dobre =)
    Pozdrawiam, fajny blog bardzo tu ciekawie, więc zostaję na dłużej =)
    Żanet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, również pozdrawiam! :)

      Usuń
  3. Biegać nie lubię ale popieram taką formą rozładowywania negatywnych emocji, ja np wolę wyjść na dłuuuuuuuuuugi spacer. A na temat tej pani nie będę pisać bo szkoda słów i złość we mnie wzbiera gdy to czytam.
    Pozdrawiam Cię i życzę biegania tylko dla przyjemności :)

    OdpowiedzUsuń