środa, 22 stycznia 2014

Yankee Candle - Red Apple Wreath & Christmas Memories & Cranberry Ice

Na wstępie przepraszam za uporczywe milczenie, ale weny nie było, zniechęcenie za to w ilościach hurtowych, wolałam więc nie pisać nic, niż pisać pierdolety. Choć nie obiecuję, że to poniżej pierdoletą nie będzie ;p Przyszła w końcu zima do Grodu Kraka, więc motorek w zadku mym odżył i energia do życia powraca. 

A dziś na tapecie czerwone woski na zaostrzenie apetytu :)


Red Apple Wreath trafił do mnie w stanie lekkiego rozkładu - nie wiem co się z nim działo w transporcie, ale w ryzach trzymała go jedynie folia. Po jej rozdarciu zapachniało jabłkami! Producent obiecuje jeszcze jakieś przyprawy korzenne, syropy itd, ale ja ich nie czuję. Ilekroć palę ten wosk doznaję masywnego ślinotoku z wyobrażeniem wbijania zębów w soczyste, słodkie jabłko. Tak bardzo om nom nom!


Christmas Memories - niezaprzeczalnie każdy z nas ma inne wspomnienia świątecznej aury. Producent postawił na zapachy skoncentrowane wokół kuchni - korzenne przyprawy i dużo słodyczy. Co ciekawe, ta słodycz (grzaniec, nie? ;p) cieszy głównie w pomieszczeniu, gdzie palimy wosk. Gdy z niego wychodzę i po jakimś czasie wracam, uderza mnie momentami cierpki cynamon (krok dalej już jest cudownie!). Nie wiem, czy ten wosk bardziej prowokuje mnie do jedzenia ciast, czy picia grzańca, ale stanowczo i mocno ociepla klimat mieszkania. Jak dla mnie to nie wspomnienie świąt - po prostu wspomnienie tej chłodniejszej części roku, gdy po powrocie do domu szukamy sposobu, by się rozgrzać i odpocząć :)


Z odpaleniem Cranberry Ice zwlekałam dość długo. Przez folię przebijała taka słodycz, że bałam się go używać :D Przyszedł jednak taki dzień, gdy przemarznięta i przemoczona, z wodą chlupiącą w kozakach wracałam piechotą z pracy do domu (wszak trudne i katastroficzne wręcz warunki pogodowe pt. deszcz, uniemożliwiały komunikacji miejskiej wiejskiej normalnie funkcjonowanie!). W takim stanie konieczne było natychmiastowe rozgrzanie, najlepiej wszystkimi dostępnymi środkami.
Cranberry Ice w kominku zachowuje się podobnie jak wrzucona do rondelka celem produkcji sosu mrożona żurawina. Na początku orzeźwienie i słodycz dosypanego cukru walczą o naszą uwagę, by po kilku minutach pozostał już tylko nieco cierpki, gorzki aromat owocu. Wosk ma cholernie intensywny zapach, chyba przebija wszystko, co dotychczas uważałam za intensywną woń. Domyślam się, że łatwo z nim przesadzić i niejedna osoba nabawiła się bólu głowy. Ja niewątpliwie nabawiłam się gastrofazy :D

Który z tych wosków planuję powtórzyć? Na pewno Christmas Memories. Pozostałe dwa jeszcze mam, a nie podbiły mego serca tak bardzo, by robić dożywotni zapas. Z resztą, w kolejce do kominka już czekają kolejne tarty! Sa sa sa :D

5 komentarzy:

  1. Chodzę po blogach i szukam inspiracji na prezent dla koleżanki i chyba własnie znalazłem :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że koleżance podejdą wybrane zapachy :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Bardzo lubię te woski:) Nie mają sobie równych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, może jeszcze Kringle Candle daje radę :)

      Usuń
  3. Ja nie przepadam za woskami ;/

    OdpowiedzUsuń