czwartek, 29 sierpnia 2013

Yankee Candle - Beach Flowers

Dziś drugi z otrzymanych od Mężczyzny wosków. Zabierałam się do niego opornie, bo co rusz w mojej kolekcji pojawiały się jakieś mast-hewy i dopiero wczoraj sobie o nim przypomniałam. 

Po lekturze opisu producenta miałam co do niego duże nadzieje - co prawda to kwiatowy zapach, a u mnie z nimi różnie bywa, to jednak kwiaty owe miały być otulone wodną mgiełką. Wosk obdarty z folii zdradza mocno intensywną woń - flower power na całego! Powinniśmy czuć hiacynta, lilię i tuberozę, dla mnie to po prostu kwiaty :D

Odpaliłam dziada, przezornie otwierając okno. W tym przypadku nie musimy czekać na rozwój sytuacji - ona już jest rozwinięta.. znacie może liliowy spray do toalety? Nom, to znacie już zapach Beach Flowers... xD Z uporem maniaka (i otwartym oknem) czekałam na wodną mgiełkę, próbując dojść zastosowania tego wosku w przyszłości. Może zmieszam z Turquoise Sky? ;p

Jak już jesteśmy przy woskach, a z racji niskich temperatur będziemy przy nich częściej, to znacie może Janke Candle? Coś jakby podróbki, ale nie do końca - oczywiście już się ośliniłam na nie i mam do Was pytanie - przymierza się ktoś z Krakowa do zakupu? Chętnie się przyłączę! :)

8 komentarzy:

  1. nie rozumiem tego fwnomwnu Yanke;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku chodzi o zapach - lubię świeczki, te zapachowe też, większość zapachowych pachnie tak średnio, a te całkiem intensywnie, no i ładnie. Myślę, że to o to chodzi wszystkim YC-maniakom :)

      Usuń
  2. A mi nawet przypasował...Też nie lubię zbyt duszących, takich kwiaciarnianych albo perfumowych zapachów kwiatowych, ale w tym jednak czułam coś jakby lekką wodną bryzę, przez co zapach zyskał świeżości i głębi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś musiałam wywietrzyć pokój, bo aż mnie zemdliło :D
      BTW, witam na blogu!

      Usuń
  3. Może nie nazwę tego fenomenem, ale mnie jarają wszystkie te świeczki o dziwnych zapachach, które uwielbiamy a nawet nie umiemy (albo nie chcemy...) nazwać. Łażeniem po sieci dystrybutora w UK i zaciąganiem się coraz to dziwniejszymi zaraziłam już kilka osób.
    Natomiast do wyciągnięcia kasy z kieszeni skusiły mnie do tej pory dwa zapachy (byłby 3 gdyby 'first down' występowało w mniejszej wersji): delikatny 'loves me, loves me not' (chyba dlatego, że jest naprawdę delikatniusi i kojarzy mi się z konwaliami, choć to niby stokrotki :P), oraz mój ostatni nabytek 'river valley' który powinien się raczej nazywać 'my perfect boyfriend hoodie' albo coś koło tego - wierzę, że stworzono ten zapach dla samotnych dziewczyn, bo nie dość że zostaje na długo (szczególnie na materiale), to jeszcze łączy w sobie nuty dobrego, męskiego żelu pod prysznic z perfumami tej samej linii... :D No i akurat sampler był na przecenie, więc grzech nie kupić.

    Ale, w ramach wyzbywania się starych kolekcji, poniuchałam też jakieś czekoladowe króliki wielkanocne (zapach czekolady w cąłym domu, niemal jak karmel), czy inny sznycel z noodlami - jestem pewna, że znalazłoby się wielu fanów świeżo skoszonej trawy, czy papieru do pakowania, szkoda, że wielu dziwnych wynalazków nie da się obczaić na miejscu, dlatego nawet nie wchodzę na hamerykańską stronkę ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. River valley wycofują - koniec z tuleniem się do kominka! ;p

      Usuń
  4. hej ja kupiłam 2 słoiki z janke candle - lemon cake i green tea oraz 15 wosków. Kupiłam je na allegro. Też jestem z Krakowa ale jeszcze nie spotkałam się z tymi świczkami stacjonarnie. Pytałam na stronie fb tych świec i odpowiedziano mi, że na giełdzie kwiatowej jest ktoś, kto je sprzedaje ale nie wiadomo czy w ilościach hurtowych czy detalicznych. Świeczka lemon cake pachnie bardzo ładnie natomiast green tea nie czuć prawie wcale. Woski są ok zwłaszcza te w brązowych kolorach. Pachną intensywnie. Jak na te pieniądze to jakość jest ok. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za informację!
      Bałam się, że woski będą pachniały głównie woskiem, także super, że się sprawdzają.
      O giełdzie kwiatowej słyszałam, ale pora "urzędowania" tejże jest dla mnie na tyle niehumanitarna, że chyba szybciej zamówię w necie ;p

      Usuń