Wracając z Biedry, obładowana jajkami i mąką, pisałam w myślach wstęp do tej notki. Żem słaba dziś, więc odpuściłam bieganie, dzięki czemu mam 60 min (wolnego biegu ciągłego..) na zaszycie się przed ekranem komputera, w ciepłym dresie, z herbatą na podorędziu - celem FAPu, oczywiście :) Niestety wszystkie piękne słowa umknęły z mej głowy ledwie przekroczyłam próg domu, toteż wstęp jest mało porywający, podobnie jak poniższe wypociny. Niemniej, enjoy!
