Na ciepło ;]
Mężczyzna, będąc jakiś czas temu na targach nie-pamiętam-czego,
wypatrzył świece wodne i spytał, czy chcę coś takiego. Po krótkim
rozeznaniu stwierdziłam, że raczej nie. Więc mi coś takiego kupił :)
Zostałam posiadaczką zestawu zawierającego 5 plastikowych pływaków, knot (1m) i saszetki z barwnikami (niebieski, żółty, czerwony). Całość zapakowana jest w kartonowe pudełko pełnie cennych informacji: Świeca wodna - ekologiczna, bezpieczna, wykwintna. 625 godzin romantycznego nastroju. Szau.
Jest też krótka (choć ciężko byłoby opisać ten proces szerzej..) instrukcja, którą przytoczę w swoich słowach i obrazkach :)
1. Odcinamy 16 mm knota. Nie 15 mm, nie 17 mm. Dokładnie 16 mm, inaczej knot się nie pali. Na szczęście producent przygotował specjalną rycinę na opakowaniu, więc przy odrobinie precyzji jesteśmy w stanie nie zawalić już przy pierwszym kroku.
2. Umieszczamy knot w pływaku.Wchodzi jak masło i stoi.
3. W wybranym (dowolnie kształtnym), wypełnionym wodą naczyniu rozpuszczamy barwnik. Oczywiście można zostawić wodę czystą albo poszukać innych barwników (te dołączone do zestawu są bardzo mocne, wystarczy dosłownie szczypta dla intensywnego koloru).
4. Dokładamy ozdoby. Idea świec wodnych opiera się na tworzeniu kompozycji, które mają powalić naszych gości (i nas samych najlepiej też), zanurzonych w wodzie, po powierzchni których dryfują pływaki. Średnio mnie to pociąga, ale małe eksperymenty jeszcze nikomu nie zaszkodziły - wrzuciłam więc sztuczny kwiat jabłoni/wiśni/cokolwiek to ma przypominać, niestety kwiat ten mnie olał i dupskiem do zdjęcia ustawił :)
5. Na powierzchnie wody nalewamy olej (taki, jakiego używamy w kuchni). Producent zaleca, aby był to 1 cm, ale znów - średnio estetycznie wygląda taka tłusta, zżółkła warstwa na naszej kompozycji.. Ja wlewam ok. 3-4 mm i dolewam, gdy płomień przygasa.
6. Umieszczamy pływak na oleju - knotem i bąbelkami powietrznymi do góry ;p
7. Czekamy, aż knot nasiąknie olejem (będzie spływał do rynienek) i odpalamy dziada (przy okazji podpalamy sobie kolejny paznokieć..)
Moje małe ale:
- uczulmy gości, że to pływająca świeczka - moja kuzynka dość energicznie się za nią chwyciła, sądząc, że to taki ładny żelowy wosk.. zmywanie oleju z mebli i podłogi nie należy do przyjemności.
- zarówno pływak, jak i ten olej do najpiękniejszych nie należą.. nie postawiłabym takiej świeczki na stole pełnym jedzenia.
- koszmarnie się u mnie kurzy, więc świeczka po kilku dniach wygląda źle (a raczej jej nie przetrę ;p)
- likwidacja świeczki też jest nieprzyjemna - olej na palcach, w zlewie, masakra.
- filmiki producenta i przekonanie o zajebistości swojego produktu - ehhh :D
Na szczęście jestem świeczko-maniakiem, więc wiele wybaczam, zapominam, przymykam oko i delektuję się wykwintnymi godzinami romantycznego nastroju ^^
Proszę nie kraść zdjęć - dziękuję.