I ostatnia, nieco przydługa część, ale nie chciałam rozbijać tego jeszcze bardziej..
Część pierwsza
tutaj.
A część druga
tutaj :)
 |
źródło: http://www.skibachledova.sk/?lang=pl |
I uciekamy z Polski :)
Ale nie daleko, kawałek
za Jurgowem, pokonawszy wąskie drogi, gdzie malowniczo płoną samochody,
docieramy do Bachleovej Doliny. Tam czeka na nas wielki parking, kasa i
krzesło, które wywozi na drugą stronę wzniesienia. Oczywiście możemy
zostać na łagodniejszym zboczu, podziwiając panoramę Tatr, ale jeśli
szukamy stromych, wymagających tras, to raj jest z drugiej strony :)
Przyjęło
się interpretować kolory tras jako wyznacznik stopnia jej trudności.
Różnie to bywa w praktyce - czasem czarne trasy są tak banale, że ja bym
ich nawet na czerwono nie wymalowała.. Tutaj oznaczenia zgadzają się w
100%. Więc, jeśli raczej się zwozimy, niż jeździmy, to polecam omijać
trasę nr 3 :D Toż to killer na nóg! Ta strona częściowo schowana jest w
cieniu, więc jest twardy śnieg. Dla amatorów umiarkowanego szaleństwa
lepsza będzie trasa 7/4.
Jest też druga czarna trasa,
znacznie mniej męcząca, schowana w lesie, więc wielu osób tam nie ma,
ale obsługiwana przez orczyk (nr 5).
Gdy zmorzy nas
głód, polecam knajpkę na szczycie (ta na dole,po łagodniejszej stronie
też jest przyzwoita) - widok jest obłędny! Herbata z sokiem, fryta,
tyłek w śniegu, lico do słońca i tak mogę zakończyć swój żywot :D
Z
innych atrakcji mamy takie śmieszne siedziska do zwożenia się w dół
(potem wyciąga nas mini-wyciąg) - o ile w lecie rozumiem, tak nie wiem
po co korzystać z tego zimą, skoro tuż obok jest strok :D Na fejsie
widziałam też, że wożą się na pontonach, a ostatnio był zjazd w bikini..
także dzieje się, oj, dzieje!
Plusy:
- rzut beretem od granicy
- można poczuć klimat prawdziwego kurortu narciarskiego. I te widoki!!
- trasy na każdym poziomie trudności
Minusy:
- brak oświetlenia (jedna trasa ma, ale to taka ośla, ośla)
-
pojawiające się popołudniu muldy, w płaskiej części dość dramatyczne,
pamiętam moje zaskoczenie, gdy po całym dniu po drugiej stronie chciałam
wrócić do samochodu i prawie zaryłam twarzą w śnieg, bo wyrosły przede
mną półmetrowe muldy :D
Dla kogo?
Osoby początkujące, średnio-zaawansowane i umiejące dobrze jeździć -
dla każdego coś miłego :) Cena karnetu dziennego: sezon - 19,90€, poza
sezonem - 17,00€.
 |
źródło: http://www.jasna.sk/pl/urlop-w-gorach/mapy/ |
Mam bardzo mieszane uczucia. Patrząc na mapkę można
odnieść wrażenie, że to narciarski raj - zacna wysokość, mnóstwo tras,
krzesła, no cud, miód. Jednak na miejscu okazało się, że za dużo sobie
wyobraziłam :)
W zeszłym roku stacjonowaliśmy z
Mężczyzną i pokaźną grupą jego znajomych w Liptovským Mikulášu. To ok.
30min samochodem od góry. Codzienne przedzieraliśmy się przez Demanowską
Dolinę -
radzę przestrzegać ustanowionego tam ograniczenia prędkości!
Nie dość, że sprawdzają, to zwyczaje, przy najmniejszym oblodzeniu
można wpaść w poślizg i się zabić. Do dyspozycji mamy 3 parkingi, my
zostawialiśmy auta na pierwszym i dalej jechaliśmy ski-busami. Następnie
odbywało się polowanie na karnet :)
Karnety na Chopoku są drogie.
Postanowiliśmy podzielić się na dwie grupy i co godzinę przekazywaliśmy
sobie karnet, jednak na dłuższą metę takie wymienianie się było
denerwujące. Potem po prostu zjawialiśmy się na stoku ok. 12 i
odkupywaliśmy skipassy od ludzi, którzy rezygnowali z dalszego
jeżdżenia. Gdyby nie to, że wyjazd tak dużą grupą z góry skazany jest na
chaos i brak dyscypliny, pewnie strasznie bym się wkurzyła o takie
marnowanie kasy lub czasu na polowanie na tańszy karnet. Sorka, ale za
30€ to ja mam 2 dni jazdy w Bachledovej :)
Z tras
polecam nr 1 - tak od momentu, gdzie wywozi nas krzesło B4 (wyżej nie
dane mi było wyjechać). To taka umiarkowanie trudna trasa - można mocno
rozwinąć skrzydła, choć osoba średnio-zaawansowana też sobie poradzi.
Wybierając trasę nr 11 odcinamy się od zgiełku. Nie jest to typowa
nartostrada, ma kilka stromych kawałków, ale jazda nią dostarcza mnóstwo
frajdy.
Do
trudniejszych tras zdecydowanie zaliczyłabym kombinację 1a -> 2 -
killer dla nóg, muldy powstają w mgnieniu oka! Z drugiej strony
równolegle leci trasa nr 7 - dokładnie jak Nosal, dokładnie. I pusta :D
Nr
13 to jakaś kpina. Jest tak płasko, że nawet dla osoby, która ma sprzęt
na nogach pierwszy raz w życiu, w pakiecie zaburzenia koordynacji i
jeszcze boi się śniegu, to i tak będzie za łatwo. Jak na Szymoszkowej
człowiek zatrzymuje się na płaskim, tak tu jedzie do tyłu.
Trasy
po drugiej stronie są mi obce, jakoś nie ciągnęło mnie, by się tam
wyprawić, a jak wspomniałam wyżej, wyjazd na szczyt był niemożliwy
(wtedy było tam jeszcze krzesło, nieczynne, pizgało złem), więc nie dało
się zaatakować
z góry.
W temacie
gastronomicznym też nie mam nic do powiedzenia - ceny są powalające, 2€
za szklankę coli, płatne kible.. szkoda, że klimatycznego nie naliczają w
zależności od liczby oddechów :) Niby są to drobnostki - przecież można
naładować sobie jedzenia do plecaka, zostawić w samochodzie, głodować,
szastać kasą i sikać w lesie, ale lubię wybierając się na narciarską
sesję terapeutyczną nie denerwować się, że tym razem nie zjem frytek!
Plusy:
- dużo tras
- iście górski klimat i piękne widoki
- gondole (to zawsze jest plus)
- 3 ogromne parkingi i obsługujące je ski-busy
Minusy:
- horrendalne ceny!
- muldy (tu też ratrak nie jeździ w trakcie dnia)
-
gdy za dnia temperatura jest na plusie, a popołudniu spada poniżej
zera, wszystko pokrywa warstwa lodu - trzeba uważać przy przemieszczaniu
się do parkingu i potem przy zjeżdżaniu doliną, bo jest naprawdę łatwo
wpaść w poślizg!
Dla kogo?
Bogatych ludzi :D Myślę, że raczej dla umiejących już cokolwiek na
nartach/desce. Cena karnetu dziennego: jedyne 33€ w sezonie i łaskawe
26€ po..
SKI PARK Kubínska Hoľa, Dolný Kubín
 |
źródło: http://www.skikubinskahola.sk/pl/o-stredisku/ |
Kubińska oferuje nam dwa krzesła - do połowy i na szczyt oraz równolegle biegnące orczyki.
Jadąc
krzesłem do połowy mijamy atrakcje dla dzieci oraz snow park. Wygląda
on dość profesjonalnie i jak dotąd nie odważyłam się tam zawitać :)
Lubię
za to nachylenie i oblodzenie stoku na górze. O ile temperatura nie
spada do 9st poniżej zera i nie wieje, to jest bajecznie. Początek jest
bardzo szeroki, więc nie ma problemu z jeżdżącymi w poprzek ;D
Zjeżdżając bliżej lewej strony stok wydaje się być trudniejszy,
natomiast po prawej możemy oddać się błogiemu szusowaniu.
I
te widoki! Słońce oświetla stok przez cały dzień, więc popołudniu śnieg
jest dość miękki, muld wielu nie ma, jeśli już, to raczej w środkowej
części stoku. Jedzenie konsumujemy zwykle w knajpce w połowie stoku -
wyśmienity syr, obrzydliwie tłusty langosz i najlepsza
herbata, gdy człowiek zamarza. Toalety średnich lotów (wizualnie), jednak papier i mydło jest. Oczywiście bezpłatne.
Plusy:
- szeroki stok
- przyjemne, proste trasy
- atrakcje dla dzieci
- snow park
Minusy:
- krzesła jadą zbyt wolno
- przy słonecznej pogodzie śnieg robi się bardzo miękki, przy pochmurnej - szczyt jest we mgle
Dla kogo?
Generalnie dla każdego - początkujący spokojnie podszkolą się na dolnej
połówce, a wyjadacze wyszaleją na szczycie. Cena karnetu dziennego: top
sezon - 22,50€, sezon - 21€, poza sezonem - 18€ i uwaga,
na Kubińskiej respektują ISICa!! :)
 |
źródło: http://gorskiewedrowki.blogspot.com/ |
Ten stok szybko się nudzi.
Nie wyobrażam sobie utknąć tam na dłużej, niż jeden dzień, choć okolica
jest przyjemna. Z poziomu parkingu mamy do wyboru orczyk D obsługujący
oślą łąkę nr 5 lub orczyk C, dzięki któremu możemy dostać się do
krzeseł.
Orczyk ten w połowie dość ostro skręca, więc radzę mieć się na baczności :)
Krzesłem
A dostajemy się na szczyt - tam czeka nas wybór, co robimy dalej - czy
jedziemy na sam dół i dawaj od początku spinamy się na szczyt, czy
jeździmy do górnego orczyka, czy jednak krzesłem. Trzymając się wersji,
że jeździmy cały czas krzesłem, mamy możliwość lajtowej przeprawy przez niebieską część tras 1,2
i potem nieco bardziej strome ich odcinki. Korzystanie jedynie z
wyciągu B skazuje nas na niebieską trasę (co jest oczywiście dobre dla
osób rozpoczynających jazdę na nartach/desce - dlatego nie trzeba się
bać, że jedziemy na sam szczyt!). Z drugiej jednak strony mamy do
dyspozycji
krzesło, które jedzie sto lat. Naprawdę, wolniej się z
pewnością nie da. Do tego, jeśli po Salatyńskiej Dolinie hula wiatr, to
wyciąg więcej stoi, niż jedzie..
Wiatr, prócz
wydłużania naszej podróży krzesłem, wywiewa też śnieg, więc często
jeździ się po oblodzonych łatach, a wjeżdżając w las, wpada na muldy.
Gdy nasza cierpliwość jest już na wykończeniu, radzę skoczyć na coś do
jedzenia/picia. Korzystałam głównie z knajpy na górze, gdzie przy
słonecznej pogodzie warto wytargać prowiant na ustawione na stoku ławy i
podziwiać widoki :)
Plusy:
- duży parking
- niewielki stok, ale też niewielu korzystających, co oznacza, że nie musimy stać 30min w kolejkach
Minusy:
- ogromny wpływ pogody na warunki i komfort jazdy
- jak dla mnie tylko dwie interesujące kombinacje do zjazdu, więc szybko mi się nudzi :)
Dla kogo? I dla świeżynek (ośla łąka) i dla dłużej jeżdżących.
Po drugiej stronie doliny znajdują się ścieżki do narciarstwa
biegowego, podobno to dobre miejsce, choć nie biegam, więc potwierdzić
nie mogę :) Cena karnetu dziennego: 20€. ISIC-friendly :)
Kilka słów na koniec:
Ceny
karnetów dziennych wypisałam dla osób dorosłych. Na każdej ze stron
podane są pełne cenniki - dzieci i emeryci z reguły mają zniżki lub
jeżdżą za darmo. W Polsce nie uświadczymy zniżek dla studentów,
natomiast na granicą warto pytać, chwalić się legitymacją - ISIC jest
honorowany w większości miejsc, natomiast raz widziałam, jak kolega
kupił tańszy karnet na zwykłą legitymację studencką :D W sumie to dziwię
się Polakom, że nie dbają o swoich studentów.. Jeśli na takiej
Kubińskiej po zniżce mogę jeździć za 17,50€ (ok. 78zł), a za śmiganie po
Kotelnicy muszę zapłacić 95zł, to co to za interes kisić się w PL?
Podobnie
jest z kiblami - na Słowacji bywa różnie, luksus lub chata
obszczymurków, zawsze jednak za darmo. W Polsce wyjątkiem jest, jeśli
nie goni Cię babcia klozetowa, bo 2zł za sracz bez papieru, mydła i z
zimną wodą w kranie się należy! Tak, jakby wyswobodzenie się z ciuchów
nie stanowiło wystarczającej atrakcji..
Jeśli jedziemy na narty za granicę,
warto zaopatrzyć się w dodatkowe ubezpieczenie.
To, które potwierdzamy wyrabiając sobie kartę EKUZ w rejonowym NFZ
gwarantuje nam pokrycie kosztów leczenia za granicą (czyli ewentualne
gipsowanie połamanych witek). Natomiast NFZ nie płaci za zwiezienie nas z
trasy i transport do szpitala! W PKO takie ubezpieczenie to koszt ok.
5zł/dzień. Koszt akcji ichniejszego TOPRu to kilkanaście tysiaków. O ile
nie dostąpimy zaszczytu lotu helikopterem..
Wszystkie
zdjęcia, z wyjątkiem mapek, są mojego autorstwa i uprzejmie proszę o
powstrzymanie się przez ich kradzieżą, przypadkowym wykorzystaniem i
robieniem z nimi czegokolwiek poza podziwianiem :)